niedziela, 10 kwietnia 2011

16..

Czyli 16 km spaceru po kawałku Puszczy Kampinoskiej w poszukiwaniu wiosny :)..tym razem było ciepło i słonecznie. Zeszłej Niedzieli, bo teraz wietrznie i zimno..zieleni jeszcze mało było.
Na trasie Zaborów, Zaborówek, Rózin, Debły, Ławy, Trytew, Wiktorów, Szczawin..
łąki, pola koło Zaborowa
i koło Zaborówka..
 bagna Debły
Pamiętam jak na podobnych nad Biebrzą, szło się szlakiem zapadając do pół łydki w dywanie z podmokłych traw..niesamowite wrażenie :)..nie było butów na zmianę, jedynym sposobem było na bosaka..
mostek nad Kanałem Zaborowskim, widok na wschód
i na zachód
 z jednej strony piaszczyste, sosnowe wydmy, z drugiej mokradła
Niedaleko stąd, w kierunku Rezerwatu 'Roztoka', w latach 1940-1944 odbywały się zrzuty spadochronowe.
i tyle zostało z tamy..
obok naturalny mostek


od torfiastego podłoża woda pięknie zabarwiona brązowo
uschnięty już dąb, naście lat temu jeszcze żył.. 
bobrowa ścieżka, ale innych śladów bobrów nie było, oprócz paru ściętych młodych drzewek 
ciekawe czemu dzięcioł wystukał taką dziurę w zdrowym drewnie.. 
grzęzawiska niczym na Florydzie ;)
a tu już niczym nadmorskie wydmy :)
Ławska Góra - stoi tam krzyż upamiętniający Powstanie styczniowe 1863, w Zaborowie Leśnym jest mogiła powstańców.
Widzieliśmy tam dzika, na szczęście małego, pewnie dwuroczny warchlak. Saba zaraz za nim pogoniła kawałek, dobrze, że to nie była locha z małymi :) 
 wolno rosnące dęby na piachach
i piaszczysta droga..
a tyle zostało po pniu wielkiego drzewa..kilkanaście lat temu stał jeszcze dumnie, lśniący w słońcu, gdyż całkiem obdarty z kory
 a domek jeszcze stoi..
jedna z ostatnich pozostałości po wsi Ławy, której tereny wykupił KPN, oddając w posiadanie przyrody. W czasie wojny w tych okolicach ćwiczyła i obozowała grupa AK 'Kampinos'.
Kiedyś sobie myślałem, że fajna byłaby 'dacza' tu, ogródek jeszcze ktoś trochę uprawiał, teraz zarośnięty całkiem trawami.. 


krótki odpoczynek wykorzystało się też do pochodzenia boso po mchu, aby się 'uziemnić' :)..buty skutecznie izolują i uniemożliwiają to..
pod koniec wyprawy był jeszcze Cmentarz Wojenny w Wiktorowie 
na tablicy fotografia z bitwy nad Bzurą
wychodząc z lasu panorama na łąki w zachodzącym słońcu..
nawet pod Wawą są jeszcze takie chałupki :)

Dziura ozonowa nad Arktyką obejmuje już w tym roku 40% atmosfery, w zeszłym roku była o 10% mniejsza. Polskę też obejmuje zasięgiem, ale kto się teraz tym przejmuje, dopiero jak wzrośnie zachorowanie na raka skóry, zaczną się lamenty..
Ciekawostka- Rekin, tzn. 'Rekinka' nosi w brzuchu np. 20 małych, a rodzi się tylko 1, ten który zje wszystkie pozostałe w brzuchu matki..to się nazywa selekcja..
Ha, przypadkiem czytając porady, dowiedziałem się wreszcie, dlaczego pranie rozwieszone na mrozie nie zamarza. Zawsze mnie to dziwiło po wsiach zimą, po prostu trzeba do ostatniego płukania dodać trochę soli :)

Dziś Gienek słabo wypadł, tekstu nie umiał..ale jak tu w jedną noc się dobrze nauczyć. Powinien być też ekran z tekstem jak w Szansie na Sukces.. Michał Szpak znów był dobry :)

Music
Mississippi John Hurt - You got to walk that lonesome valley 


13 komentarzy:

gocha pisze...

Piękne zdjęcia, miło popatrzeć. No i uświadomiłam sobie, że czas dupsko ruszyć też na jakąś wędrówkę dalej niż do sklepu. Choćby i dlatego, że tłuszczem obrastam, do czego skutecznie dokłada się rzuczenie palenia z 1dniem wiosny :)

Grey Wolf pisze...

no do sklepu jak najrzadziej :)..o to gratulacje!, ja też kiedyś rzuciłem w jeden dzień :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ja sól dodaję do firan, żeby je lekko usztywnić i dobrze wyprasować. Uwielbiam piaszczyste tereny, w największy deszcz błoto nie klei się do butów, wysypane igliwiem ścieżki i zapach w gorący dzień.Takie lasy są na Roztoczu i borówczyska. Na błotach uważaj na aligatory, ludzie wyrzucają takie stworzenia a 16 km to chyba już odrobinę czuje się w nogach, pozdrawiam.

jola pisze...

Bagniska niezłe, chyba nie odważyłabym się tam wejść. No zobacz, to mi wyjaśniłeś zagwózdkę, ja też się zawsze zastanawiałm, po jasną cholerę, w zimie, na mrozie ludziska wieszają pranie. Niezmiennie mnie to frapowało, a tu takie buty. Trzeba by spróbować :)) Na szczęście teraz można wieszać bez soli :))

aneta pisze...

Niezłe te rekinki :))) skąd takie ciekawostki wyciagasz?
Niedaleko Roztocza, patrząc na mapę to tuż pod nim, w lasch w okolicach Kocudzy koło Janowa Podlaskiego, podobno też są takie bagna. Dobrze, że cały wróciłeś i Cię nie wciągnęło :DDDDD

Riannon pisze...

Ładna wycieczka, krajobraz taki u nas niespotykany. Nacieszyłam oko.
A ja głupia zastanawiałam się, dlaczego moje pranie na mrozie zamarza :-)

Di pisze...

WOW ! super wycieczka.
dziewczę płakało i ten dzięcioł co miał pod dziobasem w to stukał :D :D
to ja też uziemię się w moim ogródku , a tak w przenośni to od dawna jestem " uziemiona". pozdrawiam :)

moje trawy pisze...

To Ty Wilku porzuciles swoja chate i wrociles do miasta?

Grey Wolf pisze...

Maria- no ja też uwielbiam piaszczyste bory sosnowe, przeplatane brzozą, podszyte jałowcem..ja wytrzymały na chodzenie..:)
jola- jakbyś spróbowała to byś polubiła :)..no solić będziemy następną zimą ;)
aneta- a mówili w jakimiś programie w tv :)..bylem kiedyś koło Janowa..najpierw badam grunt :D..na Mazurach np. było w lesie jeziorko, płytkie, trochę zarośnięte, chciałem spróbować wejść do wody, ale najpierw wsadziłem kija 2 metrowego, i cały się schował w mule :)
Riannon- każda okolica ma swoje krajobrazy :)..ciągle się uczymy :D
Di- a na to nie wpadłem :)..boso całe dnie chodzisz? ;)
moje trawy- nie, potem wracam do chatki..już myślę ile roboty znów będzie :)

Ataner pisze...

Jestem pod wielkim wrazeniem, 16 kilometrow brzmi dla niektorych przerazajaco ale nie dla ciebie.
Fantastyczna wyprawa a widoki cudowne i widze, ze Saba dzielnie towarzyszyla swojemu panu:)

Grey Wolf pisze...

16 km to kilka godzin marszu, no chyba, że po górach, szczytach, albo leśnych ostępach, to dłużej :)..Saba obowiązkowo :D

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ja jeszcze o tych bagnach, mieliśmy kiedyś łąkę w takim miejscu, zatorfionym, a na wierzchu rósł kożuch traw, można było pokołysać się na nim jak na kładce nad wodą, a kij wchodził głęboko i jeszcze nie sięgał dna. Czasami konie zapadały się po brzuch i trzeba było je wyciągać, zawsze bardzo tego bałam się, jak leżały i odpoczywały, a tu furę z sianem trzeba jeszcze wyciągnąć. Tak było w mokre lata, jeśli nie można było wjechać, to siano wynosiliśmy w kopkach na dwóch żerdziach. Na suchych olchach były jakieś gniazda ogromne, dziwne rośliny, a potem zrobili meliorację, osuszyli te piękne tereny, zrobili komasację gruntów i jest w tej chwili pastwisko. Pamiętam to wszystko oczami dziecka, była to kraina dla mnie zaczarowana, byłam boso, żaby pryskały spod stóp. A Mama opowiadała, jak kiedyś zapaliły się torfowiska w innym miejscu, paliło się tam ze dwa lata, nie można było ugasić, zapadało się wszystko, w tej chwili rosną tam lasy olszynowe. Jakoś tak przypomniało mi się, jak zobaczyłam Twoje bagna, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

no właśnie, to musiało być zarastające jeziorko..wspaniałe wspomnienia :)..torf jak gnije (tak jak i obornik, kompost) wytwarza wysoką temperaturę i następuje samozapłon, wysusza się stopniowo i żarzy bez końca..